czwartek, 14 listopada 2013

Nie taki straszny areszt domowy

Jako że moje dziecko zachorowało,gorączka, kaszel itp.zmuszona jestem siedzieć w domu,ale nie taki diabeł straszny jak go malują. Postanowiłam wykorzystać ten czas na realizacje zamówień i jeszcze czegoś. Tak więc między syropkiem a mierzeniem temperatury powstało kilka fajnych rzeczy... 



świece na zamówienie




mikołajkom muszę doszyć oczy zanim trafią z życzeniami do dzieci z klasy mojego Michasia


zamówione dzwonki


girlanda około 130 cm czeka na ''doszlifowanie'' 

Na dzisiejsze popołudnie zaplanowane mam plątanie bransoletek :-) i pomalowanie aniołków .
Busy,busy,busy :-)

Dziękuję za odwiedziny!!!


Brak komentarzy: